Działy tematyczne

Jesienny trening lekkiej odległościówki.

10 listopada 2013 Fotorelacje

Tegoroczna jesień nie dokucza nam ani deszczem ani silnym wiatrem, zdecydowanie skłania do kontynuowania sezonu wędkarskiego. Większość z nas kilka tygodni temu zakończyła tegoroczne starty w zawodach. Prawdziwy, zapalony „spławikowiec” nie myje jednak wędek i nie chowa ich do piwnicy, lecz właśnie teraz doskonali swoje umiejętności.

Rodzime łowiska w czasie zawodów wymagają przede wszystkim umiejętności posługiwania się wędką z zestawem skróconym. Jako, że podstawowe opanowanie tej metody nie jest sprawą ani trochę skomplikowaną to same starty w zawodach wystarczą do progresywnego podnoszenia umiejętności posługiwania się tyczką. Osobiście jesienią tyczki staram się unikać i bardzo konsekwentnie podnoszę umiejętności posługiwania się odległościówką. Metodę tą trenuję w trzech „opcjach”:

– zestaw z wagglerem 4-6g mocowanym na stałe, odległość łowienia to 17-25m.

– zestaw z wagglerem 8-16g mocowanym na stałe, odległość łowienia to 25 – 40m

– zestaw ze sliderem 2+8g – 3+15g, metodą tą łowię leszcze w szerokim, głębokim i wolno płynącym korycie rzeki Łyny.

W pierwszych dniach listopada wraz z Jarkiem wybraliśmy się na niewielki staw połączony bezpośrednio z Łyną. Od rzeki oddziela go jedynie kilkumetrowej szerokości opaska ziemna co daje bardzo ciekawe wrażenie wizualne. Naszym celem był trening pierwszej z wyżej opisanych opcji metody odległościowej.

Nie ukrywam, że korciło nas, by połowić w korycie rzeki – tym bardziej, że co chwile dawały o sobie znać spławiające się ryby. Temperatury jak na tę porę roku są wysokie, brak jest nocnych przymrozków, wszelkie płazy są bardzo aktywne to i zdecydowana większość ryb nie spływa jeszcze z rzeki na zimowiska. W przypadku stawu połączenie z Łyną gwarantowało, że jakieś ryby muszą w nim pływać.

Nad wodą zastaliśmy kilku „miejscowych” polujących na jak to określają kolacyjną „patelenkę”. Jak się okazało toporne metody i sprzęt tubylców tego dnia uniemożliwiły złowienie czegokolwiek. Z trudem wybraliśmy dla siebie stanowiska oddalone o całą długość stawu.

Po przybyciu i wstępnych oględzinach łowiska przystąpiłem do przygotowania „zaprawy”, którą ostatecznie podzieliliśmy miedzy sobą na pół. W jej skład wchodziły 4 op. Mieszanki Klubowej Jezioro, 1 op. ziemi torfowej, 1 op. zanęty i 0,5 op. bentonitu. Mieszanka Klubowa to nowość na rok 2014 – jest to połączenie ziemi torfowej, odrobiny lekkiej gliny, minerału płociowego i bentonitu. W efekcie tworzy to  ciemno-brunatną, lekką i bardzo klejącą ziemię. Istotna różnica względem ziemi torfowej polega na tym, że jest bardziej dopasowana do upodobań płoci, które praktycznie zawsze preferują wszelkie odcienie brunatnej chmury.

Opisywany staw jest łowiskiem z wybitnie miękkim dnem. Do wyboru miałem albo rozbicie kul o powierzchnię wody, albo podanie ich bez gliny. Chcąc utrzymywać ryby przez kilka godzin i nie nęcić wszędobylskich uklejek musiałem położyć kule w całości na dnie. Jak wiadomo wszelkie ziemie momentalnie są wypłukiwane z łowiska przez najmniejsze ruchy wody. Stąd całą mieszankę mocno związałem bentonitem. 

Łowisko nie miało więcej jak 130cm głębokości co determinowało mocne przemoczenie zanęty, by ta skupiała ryby przy samym dnie.

Sama mieszanka była odpowiednia na tę porę roku i już bardzo zimną wodę. Zanęta stanowiła nie więcej jak 15-20% jej objętości. Do całości dodaliśmy jeszcze 100ml parzonej pinki dla podniesienia wizualnej atrakcyjności kul. Wszystkiego wyszło nam około 13l, czyli po 6,5l na każdego z nas.

Na początek w formie kulek wielkości mandarynki wylepiłem i wystrzeliłem na 18 metr od brzegu nieco ponad połowę „przydziału”. Jarek zdecydował się nęcić ręką i na początek podać nieco mniej. Obaj do części kul dodaliśmy po garści gotowanych konopii, których płocie zazwyczaj nie jedzą ale lubią ich obecność w polu nęcenia.

Zestaw do łowienia był niezwykle prosty tj. żyłka Ignesti 0,14, spławik lorpio short distance 4g mocowany na stałe rewelacyjnym łącznikiem Stonfo Piccolo. Obciążenie w spławiku tak regulowaliśmy, by na żyłkę zakładać ok. 0,2g i krętlik, którego masa wynosi ok. 0,1g. Obciążenie w postaci 4 śrucin montowaliśmy 15 cm nad krętlikiem. Spławik został tak wyważony, by wystawało ok. 1cm antenki. Osobiście łowienie rozpocząłem od 20cm przyponu z haczykiem nr. 18 milo p132 czyli niezbyt finezyjnie.

Nim zaczęliśmy wędkowanie (około południa) łowisko z powodu całkowitego braku brań opustoszało z miejscowych wędkarzy, pozostał jeden spiningista. Założyliśmy wędkowanie w formie 3,5 godzinnej tury.

Przez pierwsze pół godziny Jarek łowi 3 płotki, ja 1 krąpia i uklejkę… Mniej więcej po tym czasie przestała nas dziwić bezradność wędkarzy, których zastaliśmy po przybyciu na łowisko. Dość szybko zacząłem analizować sytuację, z której wynikało, że albo ryby wypłynęły ze stawu do rzeki, albo my robimy coś nie tak.

Dłużej nie czekając „na cud” postanowiłem w pierwszej kolejności zmniejszyć haczyk na 22 jednocześnie mocno luzując hamulec kołowrotka. Zabieg ten pozwolił mi już zrozumieć, że ryby są, lecz kompletnie tego dnia nie żerują. Przez kolejną godzinę złowiłem 12 płotek w miarę równych odstępach czasu.

Prawdziwym przełomem było położenie całego przyponu na dnie i dociążenie spławika tak, by wystawała z wody dosłownie 2mm plamka. Całkowicie nieruchomo spoczywająca na dnie przynęta była bez porównania chętniej pobierana przez płocie. Unoszony przez rybę krętlik świetnie „wykładał” kilka milimetrów antenki co wyraźnie sygnalizowało delikatne brania.

Niestety nie posiadałem ze sobą ochotki, ale jedna biała pinka na malutkim haczyku 22 drennan polemaster wide gape spokojnie „dawała radę”.

Ostatnie 2 godziny z przyzwoitą częstotliwością lądowałem w podbieraku 18-20cm płotki. Jarkowi szło niestety nieco gorzej, co jak się później okazało było związane z konsekwentnym zastosowaniem większego haczyka i łowienia ze styku.

Mój ostateczny wynik to 3960g.

Jarek z charakterystyczną dla siebie skromnością nie zechciał pozować do zdjęcia ze „swoim łupem” :)))) Jego wynik to 1250g.

Łowienie lekką odległościówką ze względu na nieduży dystans około 20m pozornie wydaje się metodą prostą. Opanowanie kwestii sprzętowych jest stosunkowo łatwe i bez większego kłopotu można je zrozumieć po dwóch, trzech treningach. Niestety nabranie pewnego automatyzmu, wyczucia i wprawy wymaga już wielu godzin nad wodą podpartych należytą cierpliwością. Właśnie tej ostatniej trzeba mieć jak najwięcej, bo opanowana w stopniu przyzwoitym metoda odległościowa daje nie mniej frajdy jak zestaw skrócony. Należy wspomnieć też o fakcie, że wędka z kołowrotkiem szczególnie o tej porze roku daje na wielu łowiskach jedyną możliwość obfitego połowu.

Przy okazji powyższej fotorelacji zaprezentuję prototyp pokrowca na baty i odległościówki opracowanego przez Jarka. Każdy z nas wie jak kłopotliwe są sytuacje kiedy pokrowiec jest za krótki i wędki muszą z niego wystawać lub za długi i kolebie się na boki. Mnie osobiście do przekonania Jarka o słuszności poszukania jakiegoś rozwiązania tego problemu skłonił usztywniony futerał, w którym do tej pory transportowałem odległościówki. Niestety futerał ten jest dla mnie całkowicie niepraktyczny, ze względu na gabaryty i usztywnienia, które obijają mi samochód i okropnie męczą w trakcie noszenia sprzętu.

Największą zaletą pokrowca zaprojektowanego przez Jarka jest możliwość regulowania jego długości od 110 do 160 cm.

Posiada on dwie komory, w których pomieścimy wiele batów i uklejówek lub dwie odległościówki.

Względem najdłuższej wędki przeczepiamy na rzepy „kaptur” regulujący sumaryczną długość pokrowca.

Z boku posiada praktyczną kieszeń na różne akcesoria.

Po drugiej stronie mamy dwie kieszenie na dłuższe akcesoria typu sztyca czy grzebień.

I co najważniejsze pokrowiec jest bardzo lekki i poręczny!

Oczywiście jakość wykonania, materiał i szwy są na najwyższym poziomie. Rzec mogę, że problem transportu batów, uklejówek i matchówek już mnie nie dotyczy.

Wersja kolorystyczna prezentowana na zdjęciach to jedynie prototyp, ostateczny projekt graficzny wygląda nieco inaczej.

Myślę, że ten produkt znajdzie uznanie wielu wędkarzy, gdyż jest na prawdę świetnie przemyślany, a jego cena względem jakości będzie bardzo atrakcyjna.

 

Kacper Górecki

 

stopka informacyjna
© 2019 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS