Trzy dni intensywnego wędkowania odległościówką sprawiły, że wspólnie z Pawłem, z dużym entuzjazmem w sobotni wieczór zabraliśmy się za przegląd naszego „tyczkowego” ekwipunku. Łowiskiem Tubertini Day 2015 miał być Kanał Bianco, dobrze już znany naszym kompanom z drużyny. To właśnie Radek i Grzesiek udzielili nam niezbędnych informacji technicznych, bez których nie mielibyśmy sposobności dogrania taktyki i sprzętu.
Podstawowe informacje o Canale Bianco przekazałem we wcześniejszej relacji z Italian Master. Analizując wyniki z soboty zauważyliśmy, że łowisko generalnie jest równe. Jednak chcąc myśleć o zwycięstwie w całych zawodach trzeba wylosować sektor A lub B – im bardziej w prawo tym ryb jest znacznie mniej.
W niedzielny poranek meldujemy się po raz drugi w hali autodromu nieopodal miasteczka Loreo. Z niecierpliwością oczekujemy na kopertę z wylosowanymi numerkami. Do tej pory coppi’a Pałet&Kaczper (j. włoski…) ani razu w Italii nie wylosowała na tyle rybnego odcinka łowiska, by osiągnąć coś więcej niż zwycięstwo sektorowe. Niestety i tym razem zabrakło szczęścia. Los obdarował nas odległymi sektorami – my mamy F2, a Grzesiek i Radek H5. W internecie szybko sprawdzamy co działo się dzień wcześniej na wylosowanym przez nas boxie. Zdziwienie jest niemałe, mianowicie nasi poprzednicy do wagi „przynieśli” 40 gram…
Po 10 minutach dotarliśmy na stanowisko. Aby nie usiąść na „minie”, w pierwszej kolejności ustaliliśmy, gdzie były rozstawione podesty sobotnich Specjalistów. Ich wynik wskazywał na to, że do wody trafiło coś, co mówiąc wprost – wygoniło ryby! Po zakończeniu dochodzenia ulokowaliśmy się po obu skrajach naszego boxu.
Z szybkiego gruntowania wynikało, że podłoże Canale Bianco nie wykazuje głębszej filozofii. Na 11 metrze kończy się spadek, za którym rozpościera się równy blat. Zakładając, że ryby napływają od środka kanału tyczka 11,5m wydawała się optymalna, co potwierdzał fakt, iż w zasięgu naszego wzroku nikt dalej „nie wyjeżdżał”.
Urok i trudność łowiska w Loreo polega na tym, że nieustannie zmienia się poziom, kierunek i siła przepływu wody. Różnice w ciągu 3 godzin to zazwyczaj przedział 50cm, a w tym czasie spławik raz płynie w prawo, a raz w lewo! Od wędkarza wymaga to umiejętności poprowadzenia zestawu, tak by go nie splątać i jednocześnie naturalnie zaprezentować przynętę. Dodatkowa trudność polega na tym, że na tego typu łowiskach zazwyczaj przy dnie woda stoi lub płynie w przeciwnym kierunku. Łatwo można to zaobserwować na ciężkim zestawie, który mimo, że jest nieruchomo trzymany – wyraźnie się przytapia.
Osobiście rozłożyłem 3-sześciometrowe topy i uzbroiłem je w zestawy: dyski New Age 5 i 10g oraz 3-gramową bombkę. Paweł uczynił podobnie, przy czym przygotował o dwa topy więcej dla lepszego samopoczucia.
Ze względu na bardzo dużą głębokość amortyzator 1,2mm uznaliśmy za optymalny.
Wspólnie uznaliśmy, że na wodzie płynącej nie będzie dobrym rozwiązaniem zastosowanie identycznego podania przynęt i zanęty. Ja miałem łowić drobnicę, a Paweł polować na bonusy. Przygotowaliśmy po 12 kg gliny (1 cz. DL Wiążąca i 1 cz. Rzeczna), którą dość wyraźnie domoczyliśmy i przetarliśmy na dużych 4mm oczkach sita. Za pokarm spożywczy posłużyło nam 2kg zanęty klubowej Breme potraktowanej czarnym barwnikiem.
Różnica w podaniu polegała na tym, że do mojej gliny (8 litrów) trafił sam jokers. Zanętę (1,5l) miałem podać z kubka z dużą dozą jokersa i liant a collera, który był jednocześnie spoiwem i dociążnikiem.
Paweł do tak samo przygotowanej gliny z jokersem dodał 2 litry zanęty. W tej samej mieszance doklejonej również collerem, z kubka w 10 porcjach podał szklankę kasterów.
Już w pierwszych minutach potwierdziły się przypuszczenia, że każdą rybę będzie trzeba wypracować. Brań nie było wiele, a duża głębokość sprawiała, że objawiały się najczęściej „zachwianiem antenki”… Jeden z podglądaczy dziwił się w jaki sposób zacinamy ryby skoro na spławiku nie ma brań?!
Przez pierwszą godzinę złowiłem około 25 leszczyków i krąpi (50-200 pkt.). U Pawła skimmer’y kąsały jak na lekarstwo, do siatki wrzucił dosłownie kilka ryb. Z czasem brania wyraźnie zaczęły słabnąć, a u Pawła woda wręcz zamarła.
Stało się oczywiste, że dokarmianie ryb nic nam nie da, bo jest ich zbyt mało, aby były w stanie opustoszyć usłany przez nas stół. Jako, że woda była bardzo mętna, postanowiliśmy szybko przygotować „smużaka” tj. garść minerału płociowego, tyle samo zanęty i szczypta jokersa. Po serii 3 kulek z kubka Paweł natychmiast złowił nieco ponad kilogramowego leszcza, a ja wróciłem do systematycznego dłubania drobnicy.
Dalsze donęcanie przynosiło coraz mniej zauważalny efekt, a co za tym idzie nasza skuteczność malała. Około 40 minut przed końcem woda ponownie zamarła. Nie mając nic do stracenia z ręki podaliśmy serię około 7-8 kulek z dużą ilością minerału, jokersa i collera. Na nasze szczęście woda znowu odżyła. Paweł po chwili zaciął i wyholował pięknego, prawie 1,5kg leszcza, następnie do końca punktowaliśmy pojedynczymi, małymi rybami.
Po trzech godzinach przyszedł czas na zważenie ryb. Nasza taktyka „nie przeszkadzania” okazała się słuszna. Łowiąc inne ryby uzyskaliśmy identyczne rezultaty – po około 3500 pkt.
Po chwili okazało się, że nasz wynik był niemal dwukrotnie wyższy od sektorowej dwójki!
Druga połowa Team’u Polonia wywalczyła bardzo dobre 3 miejsce w sektorze H.
Wyniki sektorowe Tubertini Day 2015>
Klasyfikacja końcowa Tubertini Day 2015>
Galeria zdjęć z treningów, Italian Masters i Tubertini Day 2015>
Po przybyciu na miejsce zakończenia zawodów okazało się, że ostatecznie zajęliśmy 5 miejsce pośród 82 drużyn. Zgodnie z wstępną analizą, aby marzyć o zwycięstwie należało wylosować sektor A. Wyprzedzili nas jeszcze zwycięzcy sektorów B i C, oraz zawodnicy łowiący na stanowisku zamykającym całe zawody.
Grzesiek i Radek również mieli wielkie powody do radości – 21 miejsce jest o 5 pozycji lepsze niż zajęte przez aktualnych Mistrzów Świata Ferruccio Gabba i Giuliano Prandi!
Za nami drugi rok startów na dużych zawodach w ojczyźnie uchodzącej za ścisłą światową czołówkę spławikowego wyczynu. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i jednocześnie zaskoczeni tym, że każdą bezpośrednią konfrontację kończyliśmy w roli zwycięzców. Niemal na każdym kroku czuliśmy szacunek włoskich kolegów do polskiego spławikowego rzemiosła.
Zarówno dla mnie jak i dla Pawła udane starty na Italian Master i Tubertini Day są największym dotychczasowym sportowym osiągnięciem. Formuła wędkowania w parach bardzo nam odpowiada. Od lat wspólnie jeździmy na zawody, a nasza współpraca zawsze przebiega wzorowo. Mimo że prezentujemy ten sam poziom umiejętności to idealnie się uzupełniamy.
Chciałbym serdecznie podziękować całej ekipie Team’u Polonia za wspaniale spędzony czas i wzorową współpracę. Dziękuję również Wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki!
Kacper Górecki