Działy tematyczne

Gruntowanie łowiska feederem

Do sondowania łowiska wykorzystuję dedykowany do tego ciężarek w kształcie buławy. W mojej opinii jest to obecnie najlepsza konstrukcja, ponieważ bardzo wyraźnie przekazuje strukturę dna na szczytówkę. Ciężarki o klasycznym, oliwkowym kształcie przemieszczają się po dnie zbyt łagodnie, co nie zapewnia wystarczająco czytelnego odczytu. Zdecydowanie odradzam gruntowanie przy użyciu koszyków. Ze względu na dużą powierzchnię koszyk opada wolniej i mniej powtarzalnie niż ciężarek o tej samej masie i nie jest w stanie przekazać na szczytówkę nic sensownego ani czytelnego.

Czytanie głębokości

Do określania głębokości zazwyczaj wykorzystuję dwie gramatury buław: 30 i 40 gramów. Lżejsza służy mi do gruntowania bliżej brzegu oraz w łowiskach bardzo płytkich (do 2 metrów). Wynika to z faktu, że napięcie powierzchniowe plecionki wyhamowuje lekki ciężarek podczas opadania do dna, zaburzając schemat „1 sekunda = 1 metr głębokości”. Im dalszy rzut i większa głębokość, tym błąd pomiarowy jest większy.

Ciężarek 40-gramowy odzwierciedla wspomniany schemat już od głębokości około 2-2,5 m wzwyż. Dodam jednak, że jeśli potrafimy wyobrazić sobie przekrój wody, poznanie głębokości w skali metrycznej nie ma większego znaczenia. Kluczowe są sekundy opadania ciężarka, dzięki którym – przy powtarzalnych rzutach i dopracowanej technice – można dokonywać pomiarów z dokładnością do 20 sekund (i/lub centymetrów), dających realne informacje o głębokości łowiska.

Wyjątek stanowią rzeki wymagające co najmniej 60-gramowego koszyka do stabilnego zakotwiczenia zestawu na dnie. W takim przypadku do odczytu głębokości polecam sięgnąć po większy ciężar (może to być 60 g lub więcej), aby nurt nie znosił ciężarka podczas opadania, szczególnie gdy wiemy, że dany odcinek charakteryzuje się znaczną głębokością – przyjmijmy powyżej 4 metrów.

Precyzyjny pomiar uzyskuje się poprzez mierzenie czasu za pomocą stopera. Żadna inna metoda nie daje bardziej rzetelnych wyników. Cały proces jest technicznie wymagający i wymaga skoordynowania pracy rąk ze stoperem i wędką, jednak warto dobrze opanować tę umiejętność, ponieważ jest niezwykle przydatna. Bardzo istotne jest również stosowanie na kołowrotku plecionki plecionki. Żyłka, rozciągając się, całkowicie zaburza pomiary, szczególnie przy rzutach na dystans większy niż około 30 metrów.

W mierzeniu czasu opadu kluczowe są dwa aspekty: po pierwsze, czas należy mierzyć dokładnie od momentu zetknięcia się ciężarka z taflą wody do chwili dotknięcia dna, co sygnalizuje wyprostowanie szczytówki; po drugie, siła rzutu musi być na tyle zbalansowana, aby ciężarek opadał możliwie zawsze z tej samej wysokości i z takim samym impetem. Niechlujne rzuty nieuchronnie prowadzą do błędów pomiarowych, szczególnie w przypadku tzw. „niedolotów”.

Z kolei zbyt mocny rzut powoduje cofnięcie się ciężarka po osiągnięciu zaklipsowanego dystansu i jego upadek przed docelowo wybraną odległością. W efekcie ciężarek, swobodnie opadając do wody przy powstałym luzie na plecionce, z mniejszym oporem pokonuje fragment toni i szybciej dociera do dna. Różnica ta może wynosić zaledwie około 0,30 s, jednak to wystarczy, aby błędnie oszacować, że w danym miejscu jest o około 30 centymetrów płycej.

Niestety nie istnieje szybki i prosty sposób na zniwelowanie tych problemów. Jedynym skutecznym rozwiązaniem jest wypracowana latami technika rzutu, pozwalająca odkładać ciężarek w sposób powtarzalny i precyzyjny. Osobiście, aby mieć pewność co do pomiarów, wykonuję po trzy rzuty na jedną odległość i wyciągam z nich średni wynik.

Wyniki można zapisywać na kartce lub w aplikacji w telefonie, a na końcu sporządzić ostateczne podsumowanie pomiarów. Powyżej zamieściłem przykładowy zrzut ekranu moich pomiarów wykonanych podczas Mistrzostw Świata na Meridzie w Hiszpanii (rzeka Guadiana). W tym przypadku kluczowe okazało się odnalezienie końca spadu, za którym chętnie przebywały karasie, stąd pomiary wykonywane co 3 metry. Jeżeli łowisko jest w miarę znane, dokładność można zmniejszyć do 5, a nawet 10 metrów – to w zupełności wystarcza, aby poznać ogólny zarys dna i orientację stanowiska. Jeżeli po wstępnych pomiarach wychwycimy wyraźniejszy uskok, wtedy koncentrując na nim uwagę mogę wykonać pomiary co 1 metr, albo i mniej.

Zapis numeryczny można następnie nanieść na wykres, który daje bardzo czytelne świadectwo charakteru łowiska. Na załączonym powyżej wykresie, stworzonym na podstawie pomiarów z rzeki Guadiana, wyraźnie widać bardzo łagodne nachylenie linii przybrzeżnej na odcinku od 6 do 15 metrów od brzegu. Jest to strefa bardzo płytka w skali całego łowiska i wędkarsko raczej mało efektywna.

Od 18 do 33 metra występuje wyraźnie większe nachylenie dna. W mojej opinii jest to już wyraźny spad, trudny do obławiania ze względu na możliwość występowania zawad, roślinności, kamieni czy też małż. Tuż za spadem znajduje się rynna, stanowiąca najgłębszy punkt w zasięgu rzutu. W rzece o wyraźnym nurcie może to być dobre miejsce, natomiast w wodzie stojącej lub bardzo leniwie płynącej najczęściej będzie to rejon silnie zamulony. Pamiętam, że tego dnia wybrałem łowienie tuż za rynną, na dystansie 36 metrów, i okazało się to słusznym rozwiązaniem.

Dysponuję również pomiarami z piątkowego treningu, wykonanymi w innym sektorze. Tam struktura dna wyglądała nieco inaczej. Wyraźny uskok zaczynał się już na 9 metrze i ciągnął daleko w stronę środka rzeki. W przedziale od 9 do 15 metrów można było skutecznie łowić karasie. Jak wspomniałem wcześniej, przybrzeżne uskoki są zazwyczaj usiane różnego rodzaju utrudnieniami w postaci roślinności i kamieni – i tak było również w tym przypadku – jednak duża głębokość w strefie przybrzeżnej sprawiała, że ryby nie miały problemu z żerowaniem, a łowienie bliżej brzegu pozwalało utrzymać szybsze tempo.

Ogólnie rzecz biorąc, dysponując podstawową wiedzą, że w danym łowisku w pobliżu brzegu występują kamienie lub inne zawady, należy bardzo dokładnie zbadać ten rejon i wyjść z zestawem poza miejsce, w którym ułożenie koszyka jest niemożliwe.

Sondowanie struktury dna

W ten sposób płynnie przechodzimy do badania struktur na dnie. Chcąc dokładnie zbadać dane miejsce, należy wykonać wiele rzutów w obrębie wstępnie wybranego rejonu na podstawie pomiarów głębokości i przesuwać ciężarek po dnie, aby określić, czy dno jest miękkie, twarde, lub pokryte roślinnością bądź kamieniami. Z góry polecam stosowanie ciężarka o gramaturze 40 gramów lub większej w przypadku rzek, aby nurt nie przesuwał ciężarka.

Charakter dna poznajemy po drganiach przenoszonych przez ciężarek na wędzisko oraz po ugięciu szczytówki. Pierwsze wnioski można wyciągnąć już po zetknięciu ciężarka z dnem. Warto w tym miejscu od razu dobrze napiąć zestaw, aby zatopić plecionkę i utworzyć kąt jej ułożenia w wodzie zbliżony do kąta, jaki powstanie w czasie łowienia. Jest to aspekt, na który niewiele osób zwraca uwagę, a jest niezwykle istotny dla uzyskania czytelnego pomiaru zarówno w miejscu opadnięcia ciężarka, jak i kilka-kilkanaście metrów dalej po jego przeciągnięciu.

Po rzucie plecionka tworzy „balon” unoszący ją ku powierzchni – im większy dystans i głębokość, tym balon większy – przez co ciężarek w pierwszych kilku metrach przeciągania po dnie jest delikatnie wynoszony ku powierzchni i nie odczytuje dna z odpowiednią dokładnością. Kiedy prawidłowo zatopimy plecionkę, a zestaw jest dobrze napięty, ciężarek będzie przesuwany płasko już od momentu zetknięcia z dnem. Z tego powodu wiele osób błędnie ocenia, że w miejscu spadku ciężarka dno jest miększe i mniej strukturalne; kilka metrów bliżej, gdy linka jest już dobrze napięta i ciężarek zaczyna przekazywać więcej szczegółów i drgań, wydaje się natomiast, że dno jest twardsze lub bardziej pofałdowane.

Jeżeli po opadnięciu ciężarka na dno poczujemy wyraźny opór przy jego przesuwaniu, najprawdopodobniej dno jest miękkie. Jeśli ciężarek zostaje wessany w dno także po przesunięciu i zostawieniu na kilka sekund, można być tego już pewnym.

Jeżeli ciężarek skacze po dnie, co widać na szczytówce, która nieustannie drga podczas przeciągania, dno w tym miejscu jest piaszczyste lub piaszczysto-muliste. Dla pewności warto – tak jak wcześniej – co jakiś czas zatrzymać ciężarek i sprawdzić, czy zostanie samoczynnie wessany w dno. Jeśli do tego nie dojdzie, można mieć pewność, że dno jest twarde i prawdopodobnie piaszczyste.

Jeżeli przesuwając ciężarek poczujemy nagły opór blokujący ruch, może to oznaczać obecność struktur kamienistych lub skorupiaków. Takie sytuacje trudno jednoznacznie interpretować, ale w praktyce nie są to dobre miejsca do położenia zestawu. Wszelkiego rodzaju zawady mogą także wskazywać na obecność roślinności, co również utrudnia skuteczne wędkowanie.

Marcin Kurzepa

stopka informacyjna
© 2026 Górek-Gliny – Wędkarstwo Wyczynowe
Projekt strony internetowej Studio DEOS