Działy tematyczne

Górek poleca #8 Nęcenie procą – jak się nauczyć?

Najważniejszą radą od jakiej chciałbym rozpocząć tytułowy temat jest to, aby nie przeceniać roli precyzji nęcenia w kontekście efektywności łowienia odległościówką. Ważniejsza jest szeroko rozumiana technika; zarzucanie, kontrolowanie lotu zestawu, dobór zestawu (spławika i obciążenia), ułożenie żyłki itd. Jest to wiele elementów, które wspólnie mają o wiele większe znaczenie niż to czy zanętę ułożymy na 2 czy na 4 m2. Dobra technika-> w efekcie dobrze podana przynęta -> szybko wzbudza zaufanie ryby -> która pewnie ją zjada -> a to daje niemal pewne zacięcie. Precyzyjne nęcenie teoretycznie zwiększa koncentrację ryb w łowisku, ale bez techniki kompletnie nic nie zmienia w „zarybieniu” zawodniczej siatki.

Z nęceniem procą jest tak, że można to ćwiczyć latami i być po prostu kiepskim, ale można też dość szybko „złapać poprawność”. Jednak aby móc się zaliczyć do tej drugiej grupy należy uniknąć podstawowych błędów.

Największym, który odnosi się do całej metody odległościowej jest podejście na zasadzie „a jakoś to będzie”. I w tym przypadku sprowadza się to do procy, która musi być powtarzalna. Chodzi o to, aby być w posiadaniu zapasowych gum, które są dokładnie takie same jak ta, która nam dotychczas służyła. Nie tylko typ gumy, ale i jej długość muszą być takie same.

Na początek potrzebujemy dwie proce: jedną tzw. mocną i jedną tzw. delikatną. Wspólny dla nich jest zasięg 30 m, dla mocnej przypisywany jako minimalny, a dla delikatnej jako maksymalny. I sami musimy ocenić, czy łatwiej będzie nam nęcić tę odległość twardą czy miękką gumą. Teoretycznie osoby niższe będą preferowały te pierwsze, a osoby z dużym zasięgiem ramion te drugie. Do nauki powinniśmy wybrać tą bardziej dla nas dogodną, a druga poczeka na lepsze czasy.

Ogólnie aby nabyć jakikolwiek automatyzm konieczna jest stałość pewnych elementów. Na początku zaliczyłbym do nich także łowisko oraz dystans na jakim chcemy łowić – najlepiej wspomniane 30 metrów. Stałość horyzontu, punktów odniesienia, a nawet cieni na wodzie pozwala znacznie szybciej nabrać wstępnej powtarzalności. Adaptowanie się do tych elementów za każdym razem na nowo bardzo nas w tym ogranicza. Jeśli w danych warunkach opanujemy nęcenie w stopniu zadowalającym to dopiero wówczas powinniśmy zrobić kolejny krok i całą procedurę powtórzyć na innym łowisku, ale na tym samym dystansie. Zmierzam do tego, że całkowicie inaczej odczuwamy odległość 30 m na niewiele szerszym kanale, a zupełnie inaczej na otwartej wodzie dużego zbiornika.

Najpierw należy zaadaptować nasz aparat wzroku do różnych warunków, a dopiero w drugiej kolejności do zmiennych dystansów. Podpowiem, że zdecydowanie najłatwiej nęci się na małych wodach, szczególnie kanałach gdzie tuż za spławikiem mamy wyraźny dla oczu punkt odniesienia. Z tego samego powodu łatwiej jest nęcić na dobrze widoczne wyniesione ponad lustro pawie pióro niż na ledwo wystającą z wody antenkę.

Podczas pierwszych sesji należy przetestować różne techniki posługiwania się procą i wybrać najlepszą dla siebie. Obserwując zawodników można wyodrębnić trzy podstawowe warianty. Różnią się one zaangażowaniem naciągania gumy poprzez ruch przywodzenia mieszka i odpychania procy.

Pierwszy najbardziej oczywisty i popularny. Ramię, w którym trzymamy procę jest wyprostowane, a naciąg gumy regulujemy poprzez przywodzenie mieszka. Jest to technika najłatwiejsza manualnie, ale jednocześnie najmniej precyzyjna. Wynika to z szeregu elementów, które bez wyjątku muszą być powtarzalne tj. kąt i kierunek ustawienia procy, naciąg gumy i wielkość kuli. Najmniejsze różnice powodują bardzo duży rozrzut, który potrafi być frustrujący. Zawodnicy, którzy opanowali tą technikę zazwyczaj na stałe przywiązują się do konkretnego dystansu, a jego zmiana choćby o 2-3 metry może sprawić duży problem. Kolejną wadą tego sposobu nęcenia jest to, że energia wyrzutu kuli jest niewielka, przez co ogromny wpływ na jej zasięg mają podmuchy wiatru. Nie bez znaczenia w pewnych warunkach (np. na rzece) jest to, że jest to technika dość wolna, bo wymagająca skupienia i koncentracji przy każdym strzale.

Drugi sposób jest chyba najbardziej powszechny wśród zawodników, którzy potrafią nęcić procą. Polega on na mniej więcej równomiernym zaangażowaniu obu rąk; przywodzącej i odwodzącej. W momencie kiedy ręka trzymająca procę będzie ułamek sekundy przed pełnym wyprostem, druga puszcza mieszek, który do samego końca powinien być w ruchu napinającym gumę! Jeśli, któryś z kierunków rozciągania gumy zostanie zatrzymany, wówczas tracimy dużą część energii i kula spadnie znacznie bliżej. Atutem tej techniki jest to, że przy odpowiednim automatyzmie daje powtarzalne efekty, mimo niewielkich różnic ustawienia procy czy wielkości kul. Są rekompensowane stałą i dużą energią, która jest znacznie większa niż przy wyżej opisanym sposobie.

Trzecią znaną mi technikę podpatrzyłem u mojego Mentora i nigdy wcześniej ani później nie widziałem nikogo, kto nęciłby w podobny sposób. Mechanicznie najbardziej przypomina ona ruch katapultujący.

Ręka trzymająca mieszek jedynie minimalnie i wstępnie naciąga gumę, natomiast cała siła potrzebna do wyrzutu nadawana jest przez rękę trzymającą procę.

Poprzez dynamiczny ruch wypychający naciągamy gumę i tuż przed pełnym wyprostem ramienia puszczamy mieszek.

Końcowa faza prostowania ramienia, kiedy mieszek jest już puszczony nadaje kuli dodatkową, bardzo dużą energię. Pamiętam kiedy pierwszy raz próbowałem zanęcić w ten sposób nie byłem w stanie wystrzelić choćby jednej kuli! Wtedy Zbyszek wytłumaczył mi, że do tej techniki konieczne są silne i stabilne ramiona. Po kilku tygodniach „wzmacniania” udało mi się wystrzelić pierwsze kule. Efekt był niesamowity… To jak bardzo precyzyjne, sprawne i powtarzalne jest katapultowanie doskonale widać na naszych filmach prezentujących metody odległościowe. Największym atutem tej metody jest jej intuicyjność. Podczas nęcenia/donęcania nie muszę skupiać się na detalach, po prostu wykonuję pewny i szybki ruch, a zanęta leci tam gdzie chcę.

Fundamentem każdej techniki moim zdaniem są dwie rzeczy:

1. Trening, który przysłowiowo czyni nas mistrzami. To chyba nie wymaga dodatkowego komentarza.

2. Siła fizyczna -> która daje stabilność ramion -> a ona wpływa na stałość ruchów i napięcia gumy -> i w efekcie na powtarzalną energię wyrzutu kuli -> stała energia to warunek stałego zasięgu.

Prozaiczną przyczyną tego, że ktoś mimo wielu godzin nie może nauczyć się powtarzalnego strzelania może być właśnie problem ze stabilizacją ramion wynikającą ze zbyt małej ich wytrzymałości. Na swoim przykładzie wiem, że po rozpoczęciu systematycznych treningów siłowych jestem w stanie nęcić niemal dwukrotnie większymi kulami, a sama precyzja również na tym bardzo zyskała.

Celowo na koniec zostawiłem aspekt wielkości kul, ponieważ jest on oczywisty i bardzo indywidualny. Kula w tym przypadku oznacza bryłę kształtem zbliżoną do jajka lub walca. Na początku pomocne jest układanie ich równolegle w jednej kuwecie co pozwala nam ocenić ich wielkość i powtarzalność. Na tym etapie nie warto kombinować z różnymi mieszankami, wybierzmy jedną np. 1 do 1 glina z zanętą.

Teoretycznie dobrym rozwiązaniem może być ważenie kul na podręcznej wadze. Jednak ma to niezwykle istotną wadę – pozbawia nas wyczucia, bez którego nie da się doskonalić kluczowego aspektu jakim jest automatyzm. Chodzi o to, że elektroniczny odczyt podświadomie eliminuje adaptację naszych rąk i oczu.

Podsumowując, podstawą „załapania” poprawnego nęcenia dystansowego jest wspólne skoordynowanie aparatu wzrokowego i ruchowego (właściwej techniki). Należy zacząć od jednej procy, która będzie nam najlepiej pasowała, od jednego dystansu i od jednego łowiska. Dopiero kiedy w takim podstawowym zestawieniu uzyskamy odpowiednie wyczucie możemy przejść do etapu bardziej zaawansowanego. Doświadczony zawodnik docelowo powinien swobodnie nęcić na różnych dystansach, różnymi mieszankami o różnej konsystencji.


Być może kogoś interesuje ile osobiście stosuję proc. Odpowiedź brzmi: cztery. Dwie z mocnymi gumami i dwie z miękkimi. W każdym wariancie gumy są docięte w dwóch długościach różniących się dwoma centymetrami. Mocne gumy służą mi do nęcenia wstępnego lub ogólnie nęcenia na dystansie od 33 m. Miękkie gumy stosuję przy donęcaniu małymi porcjami do 33 metra lub wstępnego nęcenia lekką mieszanką na krótkim dystansie (23-28 m). Wersja z gumami o 2 cm krótszymi służy mi w sytuacjach, gdy z jakiegoś powodu moje kule nie osiągają zamierzonego dystansu (np. są zbyt duże, wieje bardzo silny wiatr, lub zwyczajnie osłabłem fizycznie). Nie mniej takiego zestawienia nie polecam początkującym, bo tylko niepotrzebnie wydłuży ich naukę.

Kacper Górecki

stopka informacyjna
© 2019 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS