Działy tematyczne

Górek poleca #5 Żyłka do metody odległościowej

26 listopada 2018 Aktualności Porady i wskazówki

Mimo upływu kolejnych sezonów nie miałem do końca ugruntowanego zdania na temat żyłek odległościowych. Generalnie nim w pełni zrozumiałem jak je dobierać, jak z nimi postępować i kiedy je zmieniać, do środowiska naturalnego trafiło sporo egzemplarzy nietanich spławików.

Zacznę od trzech najczęstszych błędów, które sam popełniałem.

1. Stosowanie zbyt cienkiej żyłki. Dotyczy to szczególnie żyłek Rive, które na opakowaniach posiadają realne parametry. Porównując Rive Match 0,14 do Tubertini Gorilli 0,14 to ta druga średnicą i wytrzymałością odpowiada żyłce Rive Match 0,20… W praktyce stosując tak cienką i delikatną żyłkę (Rive 0,14) miałem super efekty na kanałach i niewielkich wodach łowiąc zestawami 8-10 g. Jednak tam gdzie pojawiała się solidna eksploatacja i przeciążenia zwyczajnie zawodziła. Długo uważałem, że za cenę pewnych strat lepiej łowić cienką żyłką, która w wodzie stawia nieporównywalnie mniejsze opory podczas jej topienia i zacinania ryb.

2. Nadużywanie detergentów do „odtłuszczania żyłki”. Z perspektywy czasu uważam, że ich stosowanie ma sens wyłącznie podczas pierwszego wędkowania świeżą żyłką, a detergent musi być mocno rozpylony, najlepiej pod sporym ciśnieniem. Nie można owego detergentu nałożyć na świeżą żyłkę na długo przed wędkowaniem, ponieważ przynosi to zazwyczaj skutek odwrotny od zamierzonego. Np. wlewanie płynu do wody, w której moczymy szpulkę podczas nawijania linki na kołowrotek. Detergent odparowuje, a substancja czynna zazwyczaj trwale „oblepia” żyłkę, która zamiast tonąć jeszcze bardziej uporczywie unosi się na wodzie. Tak jak od razu po myciu płucze się naczynia, tak też żyłkę spryskuje się bezpośrednio przed jej użyciem. Wszystkie tego typu środki zbyt często stosowane znacząco obniżają wytrzymałość żyłki.

3. Obwinianie skręcającej się żyłki na rzecz jej kiepskiej jakości. Odkąd stosuję dobrej klasy kołowrotki nigdy nawet minimalnie nie skręciłem żadnej żyłki, podczas gdy kiedyś w głowie niesłusznie skreśliłem kilka dobrych produktów. Kluczowa jest rolka przy kabłąku i dbanie o to, aby płynnie pracowała. W niektórych modelach często zacina się lub nie nadąża za szybkim tempem zwijania. W zasadzie poza dużą szpulą i jak największym przełożeniem, które wytrzyma eksploatację niczego innego od kołowrotka matchowego nie należy oczekiwać. Oczywiście wyjątkiem są jeszcze jego wielkość i ciężar w granicach rozsądku.

Najbardziej uniwersalną średnicą żyłki odległościowej na polskie łowiska moim zdaniem jest 0,16, przy czym mam na myśli realną wartość. Tak więc u większości producentów śmiało można wybierać rozmiar 0,14. Osobiście mam sporo zapasowych szpul i preferuję (choć wcale tego nie polecam) dobierać żyłkę dość precyzyjnie do warunków. Jeśli łowię lekko i finezyjnie stosuję cienką żyłkę 0,14. Jeśli łowię mocną wędką i solidnym zestawem to wybieram 0,16. Kiedy łowię dużo ryb i liczy się niezawodność stawiam na 0,18, a nawet 0,20 jeśli stosuję ciężkie 14-16 g zestawy. Dla osób, które zaczynają swoją przygodę, lub chcą jedną niezawodną żyłkę polecam Rive Match 0,181 lub Tubertini Gorillę 0,14.

Kolejnym elementem, na który chciałbym zwrócić uwagę to nawijanie żyłki na kołowrotek. Uważam, że błędem jest napełnianie szpuli niemal pod samą krawędź. Szczególnie dotyczy to żyłek o większej średnicy, które same w sobie zazwyczaj nie układają się idealnie liniowo i potrafią w sposób niekontrolowany „spaść” ze szpuli przysparzając przy tym wiele problemów. Pamiętam jak kiedyś u Zbyszka Milewskiego dostrzegłem, że na Jego kołowrotkach żyłki ledwo wypełniają połowę ich pojemności. Kiedy zapytałem: dlaczego tak? odpowiedział mi w swoim stylu: a dlaczego miałoby być inaczej? I faktycznie to czy brakuje nam do rantu szpuli 2 czy 5 mm nie ma w praktyce żadnego znaczenia.

Ile nawijać żyłki? Z mojego doświadczenia wynika, że jak najwięcej i to z kilku powodów. Najważniejszy to taki, że im żyłka starsza tym ma lepszą zatapialność. Jednocześnie co jakiś czas z oczywistych powodów należy usuwać wyeksploatowany odcinek, a ten leżący pod nim poza wspomnianą zatapialnością ma również „świeżą” wytrzymałość. W praktyce jeśli nawiniemy 300 m żyłki i nie zniszczymy jej detergentami może nam posłużyć nawet dwa sezony! Teoretycznie wymieniając co roku 150 m poniesiemy ten sam koszt, jednak należy pamiętać, że nowa żyłka niezależnie od marki tonie niezwykle opornie. Z taką najlepiej chociaż raz wybrać się na poza zawodnicze wędkowanie. Po trzeciej sesji już niemal każda dobra żyłka nabiera odpowiednich właściwości.

Żyłki odległościowe w zależności od marki zazwyczaj mają różne właściwości. Rive na tle innych odznacza się gładkością, miękkością i elastycznością. Zdecydowanie najszybciej nabiera właściwości tonących. Jest to mój numer 1 na polskie łowiska, na których łowi się najczęściej małymi haczykami, a na zawodach każda ryba liczy się na wagę sukcesu. Dopiero od średnicy 0,18 można o niej mówić jako naprawdę mocnej, choć realnie jest cieńsza niż większość rynkowych czternastek. Nie jest to żyłka pancerna i przy mniejszych średnicach należy przed każdym wędkowaniem dokładnie ją skontrolować jeśli była wcześniej mocniej eksploatowana.

Tubertini Gorilla to przeciwieństwo wyżej opisanej. Twarda, dość sztywna, drastycznie przegrubiona, ale niezwykle odporna na zerwanie! Stosuję ją w średnicy opisanej jako 0,14, głównie do łowienia na rzekach, czyli tam gdzie żyłka musi przetrwać zdecydowanie najwięcej. Mam dla niej duże uznanie i sentyment choć przez laików często jest krytykowana; a bo to nie układa się liniowo, a bo to się skręca itp. A to jest po prostu żyłka do pewnego łowienia ryb mocnym sprzętem. Polecam ją również dla początkujących, ponieważ pozwoli dużo zaoszczędzić na spławikach! Nie tonie tak szybko i tak mocno jak Rive, ale po trzecim użyciu już nie ma z tym większego problemu.

Maver Dual Band to dla mnie nowa żyłka, o której bym nie wiedział, gdyby nie to, że większość kołowrotków czołowych czeskich zawodników ma szpule wypełnione ciemnym fioletem. Łowiłem nią dosłownie raz, może dwa i to czym na pewno się wyróżnia to zatapialność od pierwszego użycia – nie jakaś rewelacyjna, ale jednak dało się ją zatopić. Podobno jest tak samo wytrzymała jak Tubertini, ale przy tym nie aż tak bezkompromisowo toporna.

Myślę, że większość markowych żyłek do odległościówki spełnia swoją rolę, a ja poznałem ich mniej niż niewiele. Z pewnością nie polecam takich, które ze szpuli schodzą w formie spirali i jednocześnie mają bardzo śliską i połyskującą powłokę. Zazwyczaj są potwornie mocne, ale toną dopiero pod koniec sezonu…

Kacper Górecki

stopka informacyjna
© 2018 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS