Jedną z moich ulubionych zimowych strategii na łowiskach o urozmaiconym rybostanie jest mieszanka oparta na Ziemi Torfowej, bez dodatku zanęty lub z jej minimalnym udziałem, ograniczonym jedynie do lekkiego zaromatyzowania całości. Głównym założeniem nęcenia ziemią jest podanie jokersa w lekkim, ciemnym nośniku, który sprowadza go do dna, a dzięki swojej lekkości i naturalnym barwnikom tworzy delikatny obłok przyciągający ryby z większej odległości.

W pierwszej kolejności przecieram ziemię przez sito o oczkach 4 mm. Jest to etap, który przy przygotowaniu zanęty często pomijam, jednak gliny stanowią nośniki o odmiennej, trudniejszej do równomiernego nawilżenia strukturze. W efekcie niemal każda z nich zawiera mniejsze lub większe grudki. Lubię je rozdrobnić, bo daje mi to większą kontrolę nad pracą całej mieszanki i lepiej wygląda.

Matrioszka 250 ml wypełniona w 1/5 swojej objętności.
Następnie dodaję niewielką ilość wody. Ziemia może mieć różną wilgotność, co wynika zarówno ze złożonego procesu produkcyjnego, jak i z warunków jej przechowywania. Zazwyczaj bywa dość sucha, dlatego gdy wyczuwam trudności z uformowaniem kuli, dolewam około 50 ml wody na jedno opakowanie ziemi.
Wodę można zastąpić klejem Liant a Coller, dodając go w ilości odpowiadającej wcześniej omawianej porcji wody. Coller jest klejem mineralnym, który zwiększa stopień wiązania mieszanki w najbardziej kluczowej fazie – podczas opadania koszyka do dna. Z tego powodu na łowiskach płytkich, do około 1.5 metra głębokości, preferuję dowilżanie ziemi wodą, natomiast w wodach głębszych decyduję się na jej zagęszczenie klejem. Coller ma dodatkowo tę zaletę, że nie betonuje mieszanki, dzięki czemu po opadnięciu do dna wiązanie mieszanki ustaje dość szybko.
Jeżeli do ziemi zamierzam dodać siekaną dendrobenę, całkowicie rezygnuję z dolewania wody, ponieważ mieszanka nawilża się wilgocią zawartą w pociętych robakach. Podobnie wygląda to w przypadku casterów wyjętych z wody. W takim układzie proces dowilżania najlepiej przeprowadzić dopiero po dodaniu robaków do ziemi.

W założeniu wybieram konsystencję, która pozwala łatwo uformować kulę, a jednocześnie umożliwia jej stosunkowo łatwe zniszczenie w dłoniach. Zbyt sucha i słabo zaciśnięta ziemia w koszyku może rozpaść się, zanim dotrze na dno, natomiast zbyt mokra nie opuści koszyka podczas zacięcia. Choć pierwszy efekt bywa czasami korzystny, szczególnie w bardzo płytkich łowiskach, to powrót z zawartością koszyka z reguły nie przynosi żadnych korzyści.
Prowadząc doświadczenia z tą mieszanką, warto dokładnie obserwować zależność między stopniem ścisku i wilgotnością a tempem łowienia. Chciałbym, aby przedstawiony przeze mnie sposób nęcenia stanowił ciekawą inspirację, otwierającą pole do własnych modyfikacji.

Zimą najczęściej opieram nęcenie na jokersie. Na większości łowisk apetyt ryb jest wtedy wyraźnie przytłumiony i jedna gazeta – czyli pół kilograma – nierzadko wystarczy na kilka wędkowań. Jokersa lubią właściwie wszystkie gatunki, choć moim głównym celem są leszcze. Zanim jednak w łowisko wpłyną większe osobniki, bez trudu można odławiać płocie, krąpie, a także okonie.
Nigdy nie rozpraszam jokersa, gdy planuję podawać go w koszyku Open Window. Zwarte robaki są po prostu wygodniejsze i szybsze w dozowaniu – wsuwam je palcem do koszyka i zamykam okienko ziemią. Dzięki temu w trakcie jednej zasiadki zużywam dokładnie tyle robaków, ile potrzeba. Gdybym mieszał jokersa z ziemią i tak przygotowany miks wkładał do koszyka, część robaków i ziemi niepotrzebnie by się marnowała. Moje zimowe wędkowanie to zazwyczaj krótkie, dwu- lub trzygodzinne wypady, podczas których nigdy nie mam pewności na jak dobre trafię żerowanie.

Malutki koszyczek w całości wypełniony tym, co najważniejsze
Zimą sięgam po małe koszyki Open Window. Założeniem tej taktyki jest podanie jokersa w łowisko w sposób jak najmniej inwazyjny, tak aby nie wzbudzać podejrzeń ryb. Dlatego wkładam do koszyczka niewielką ilość robaków, a ziemia służy wyłącznie do zaklejenia okienka i sprowadzenia przynęty na dno. Ziemia sprawdza się do tego znakomicie, ponieważ jest mało klejąca i nie kontrastuje z dnem większości łowisk. Gliny wiążące nie nadają się tak dobrze do koszyków tej budowy, gdyż zbyt mocno do nich przywierają, co przy szybszym tempie rzucania może skutkować rozrzucaniem pola nęcenia.
Notabene, w pełni sezonu łowię w identyczny sposób, tyle że zamiast ziemi do nęcenia wykorzystuję zanętę. Zauważyłem jednak, że zimą podawanie czystej zanęty nie przynosi takich efektów jak latem, dlatego jeśli już ją stosuję, to raczej w mieszance z ziemią i w niewielkim stężeniu. Zdarzają się jednak wyjątki od tej zasady, które trudno jednoznacznie wytłumaczyć.

Koszyczki o budowie „window” są najlepsze do podawania wyłącznie robaków, ponieważ cała ich konstrukcja opiera się na wypełnianiu ich przynętami, a zanęta – w tym wypadku glina – pełni jedynie rolę blokady, umożliwiającej dotarcie robaków na dno. Jeśli jednak ryby wykazują większe zainteresowanie szerszym polem nęcenia, lepszym wyborem jest tradycyjny koszyk typu „cage” i zupełnie odmienny, tradycyjny schemat nęcenia, oparty o znacznie większą ilość mieszanki zanętowej.
Korzystając z koszyczków typu „window”, warto dysponować szerokim wachlarzem rozmiarów i dobierać je w zależności od apetytu ryb oraz tempa łowienia. Czasami lepiej sięgnąć po większy koszyk, wypełnić go szczelnie robakami i pozwolić przynęcie poleżeć nieco dłużej. To skuteczna taktyka w przypadku dużych ryb, które lubią spokój, ale aby je zachęcić do żerowania, trzeba wyścielić na dnie sporo przynęt. Analogicznie, przy szybkim łowieniu lepiej użyć mniejszego koszyka, systematycznie podając kolejne porcje robaków, które utrzymają ryby w strefie łowienia.
Zwrócę jednak uwagę, że zimą na wodach stojących przydadzą się głównie małe i średniej wielkości podajniki. To nie jest czas na obfite karmienie, z wyjątkiem typowych zimowisk, gdzie nagromadzenie ryb wymusza intensywniejsze żerowanie. Takie łowiska są jednak specyficzne i w praktyce łowienie w nich często niewiele różni się od tego w pełni sezonu.
Dodam jeszcze, że w przypadku bazowania na jokersie wskazane jest używanie podajników typu „solid” – czyli bez otworów – tak aby nie rozproszyć jokersa w toni, a zejść z nim do dna.

Koszyki Open Window o budowie zamkniętej (solid)
W łowisku nęconym ziemią z jokersem dominują krwiste aromaty, szczególnie atrakcyjne dla drapieżników. Okoń w tym okresie jest rybą mało mobilną, więc jeśli natrafimy na duże stado, początkowo trudno może być dobrać się do innych gatunków. Wiele zależy wtedy od liczebności stada okoni w stosunku do liczebności białorybu w zasięgu rzutu. Z mojego doświadczenia wynika, że duże ławice płoci i leszczy skutecznie wypychają okonie poza centrum nęcenia. Czasami, aby przyspieszyć ten proces, dodaję do ziemi szczyptę zanęty lub zapachu, który daje jednorazowy impuls. W przypadku leszczy może to być praktycznie wszystko słodkie, co akurat sprawdziło się w pełni sezonu, np. Black Secret.

Ponieważ nęcę wyłącznie jokersem, bardzo łatwo jest mi wyróżnić przynętę na haczyku. To istotne, ponieważ wyróżniająca się przynęta zwraca uwagę pływających w łowisku ryb, umożliwiając szybsze i tym samym efektywniejsze łowienie. Doskonale sprawdzają się wszelkie kombinacje ochotki z pinką lub ochotki z białym robakiem. Warto też eksperymentować z kolorami przynęt. Zwykle w słoneczne dni wybieram robaki czerwone i różowe, natomiast przy pochmurnej pogodzie i na większej głębokości skuteczniejsze wydają mi się białe lub żółte.
Marcin Kurzepa