Działy tematyczne

1 Liga Czeska | Hluboká nad Vltavou 2019

4 czerwca 2019 Aktualności Fotorelacje

Zapewne większość osób śledzących nasze poczynania oczekiwała kolejnej relacji filmowej z zawodów w Czechach. Niestety tym razem Basia nie mogła być z nami, a bez Niej „to nie byłoby to samo”. Na miejscu towarzyszyli mi Piotrek i Patrycja, którzy bardzo pomagali zarówno mnie jak i drużynie – jeszcze raz dziękuję!

Tym razem nie było z nami także Mirka, którego dzielnie zastępował prawdopodobnie najsympatyczniejszy czeski wędkarz – Romek Foret.

Druga edycja tegorocznej 1 ligi czeskiej odbyła się w miejscowości Hluboka.  Co ciekawe zarówno przed wyjazdem jak i podczas piątkowego treningu miałem tak dużo na głowie, że nawet nie zainteresowałem się gdzie jestem i nie wiedziałem, że ta w sumie niewielka rzeka to słynna Wełtawa… A jakież było moje zaskoczenie kiedy w czwartkowy poranek wpisując współrzędne do nawigacji pokazała ona aż 1000 km drogi z Lidzbarka Warmińskiego!

Na miejscu zastaliśmy naprawdę fajne widoki i charakterystycznie dla Czech uregulowaną, ale jednocześnie ładnie i schludnie zagospodarowaną rzekę.

Ze wstępnych informacji wynikało, że ten odcinek nie należy do nadzwyczaj zasobnych w ryby, a bywały zawody, na których kilka ryb dawało sektorowe zwycięstwo.

Losowanie na trening przyporządkowało nas do skrajnego boksu tzn. łowiliśmy na 4 pierwszych i jednocześnie najlepszych stanowiskach. Z jednej strony ucieszyłem się, bo fajnie jest połowić jak jedzie się w tak daleką podróż. Nie mniej treningi w preferencyjnych strefach nigdy nie są dobre. Istotną kwestią pozostaje tylko to jak bardzo pozbawiają „czucia wody” i w jakim stopniu wpływają na taktyczne błędy.

Pechowe miano mistrza treningu przypadło dla mnie. Metodą odległościową złowiłem mnóstwo fajnych ryb; leszczy, jazi, karpi, dorodnych krąpi i płoci, trafił się również piękny karaś. Z moich efektów nie można było wyciągać wniosków, bo 35 m od brzegu nikt bezpośrednio mnie nie „blokował”, ponieważ reszta drużyny łowiła tyczkami. W środkowych sektorach ryb było już znacznie mniej.

Mieliśmy spory problem z ustaleniem względnie precyzyjnej taktyki. Wełtawa na odcinku zawodów płynęła dość wyraźnie na 3 do 10 g (na stopa) w zależności od pracującej śluzy. Łowienie odległościówką technicznie było na skraju możliwości, natomiast tyczką na czeskich rzekach wyjątkowo rzadko robi się dobry wynik na zawodach. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na zachowawczą i intuicyjną taktykę.

Na wstępne nęcenie podawaliśmy mieszankę 3 litrów gliny i 3 litrów zanęty, do której dodawaliśmy po garści jokersa i kasterów. Połowę tego podawaliśmy procą, a druga połowa lądowała pod tyczkę. Filozofia banalna – taka która miała nam pozwolić ogarnąć się i dopasować już w czasie zawodów, zarówno z metodą jak i nęceniem.

Początek zawodów pokazał, że coś z naszą taktyką jednak było nie tak… Po 90 minutach w mojej siatce pływały 3 krąpie + jedna wzdręga i byłem „umocniony” na ostatnim miejscu w sektorze. Dookoła z wody wyjeżdżały ryby, a ja nie mogłem totalnie połapać się o co chodzi. Skakałem z metody na metodę, donęcając „i tu i tam”, nie mogąc nigdzie dobrać się do ryb. Po tym czasie postanowiłem skupić się wyłącznie na tyczce począwszy od bardzo obfitego-desperackiego donęcenia łowiska. Kilka ciężkich kul zanętowych z dużą ilością kasterów, dodatkiem słodzika i atraktora o dziwo natychmiast przywołało ryby w moje pole nęcenia! Szybko złowiłem 2 duże krąpie, a po kolejnych porcjach zanęty z kasterami (już bez „dopalaczy”) doławiałem kolejne ryby. Ciekawe było to, że brały wyłącznie na szybką przepływankę bardzo lekkim 2 g zestawem. Godzinę przed końcem miałem już poczucie, że uratowałem sporo punktów i kiedy wydawało się, że zawalczę o czołówkę… rzeka zamarła! Ryby złowione w całym sektorze w ostatniej godzinie można było policzyć na palcach jednej ręki. Ostatecznie I turę ukończyłem na 5 miejscu w sektorze.

Z perspektywy drużyny był to dobry wynik, ale osobiście miałem duży niedosyt, bo za późno wskoczyłem na „właściwe tory”.

Tego dnia najwięcej pecha miał Zbyszek, który do końca nie mógł odnaleźć się na swoim stanowisku, które samo w  sobie nie było najlepsze. Jednak Jego słaby rezultat bezpośrednio przełożył się w najważniejsze wnioski na niedzielną turę. Drużynowo po sobocie byliśmy na 5 miejscu z realnymi szansami na podium.

Wracając do wniosków na niedzielę. Najważniejszym było ukierunkowanie się na jedną metodę. Tego w sobotę zabrakło nam najbardziej. Drugi to zdecydowanie bardziej obfite wstępne nęcenie. Ryby na starcie ominęły nasze oba pola nęcenia, bo było ich znacznie więcej niż zakładaliśmy. W niedzielę podwoiliśmy objętościowo wstępne nęcenie i w pierwszym kwadransie każdy z nas miał się zdecydować konsekwentnie już na jedną metodę. Ponadto poza kasterem i jokersem do zanęty dodawaliśmy jeszcze białe robaki, które dzień wcześniej nieoczekiwanie okazały się najlepszą przynętą.

Woda w niedzielę przyśpieszyła, momentami płynęła bardzo szybko (12-15g na stopa), więc bez wyjątku postawiliśmy na tyczkę. Pierwsza godzina nie była najlepsza, ale tym razem nie odstawaliśmy aż tak bardzo od tego co łowiły inne drużyny.

Osobiście tego dnia stoczyłem fascynujący pojedynek z moim sąsiadem, wspaniałym czeskim zawodnikiem i jednocześnie moim serdecznym kolegą Romanem Pokornym. Przez 3/4 zawodów tę koleżeńską rywalizację wyraźnie przegrywałem.

Jednak w ostatniej godzinie los uśmiechną się zdecydowanie w moją stronę, bo dość niespodziewanie udało mi się wyjątkowo dobrze wpasować w gust leszczy i pojedynczych karpi.

Mimo sporego uciągu zauważyłem, że im lżejszą podaję mieszankę (mniej ściśniętą) tym daje ona lepsze efekty. Kule ugniatałem tak, że do dna leciały w postaci rozpadającej się komety. Łowiłem albo 10 g dyskiem albo lekką 2 gramową bombką, która ekspresowo przepływała przez łowisko. Za każdym razem było tak, że jeśli na jeden zestaw nie było brania to na drugim dość szybko meldowała się ryba i tak na zmianę, aż do końca zawodów.

Po czterech godzinach okazało się, że nasze wnioski z soboty były w 100% trafione.

Mnie szczęśliwie udało się wygrać zacięty pojedynek z Romanem i zarazem zdobyć sektorową jedynkę.

Zbyszek pechowo dosłownie o włos przegrał walkę o zwycięstwo sektorowe, Duszan był 3, a Romek 4.

Tak znakomity występ w drugiej turze pozwolił nam awansować na 3 miejsce w końcowej klasyfikacji! 2 miejsce przegraliśmy zaledwie o jeden punkt, a zwycięstwo obiektywnie było w naszym zasięgu. Nie mniej gratulacje jeszcze raz kieruję dla drużyny Crazy Boys, która ponownie okazała się być najlepsza.

Osobiście po zawodach miałem lekki niedosyt ponieważ zaledwie 190 g więcej w pierwszej turze pozwoliłoby mi zająć 3 miejsce w klasyfikacji indywidualnej zawodów. Na poziomie pierwszej ligi każde podium to zawsze wspaniały sukces.

Długa podróż do domu po tak udanych zawodach zawsze jest lżejsza. Cieszy nas fakt, że to kolejne zmagania, które kończymy wynikiem w ścisłej czołówce, a na półmetku sezonu 1 ligi zajmujemy znakomite 2 miejsce w klasyfikacji generalnej!

Kacper Górecki

stopka informacyjna
© 2019 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS