Działy tematyczne

Zawody Sensas nad Kanałem Żerańskim – 15.11.2015 r.

17 listopada 2015 Fotorelacje Zawody

Na połowę listopada zaplanowałem 3-dniową wizytę w Czeskiej Republice. W tym czasie miałem odwiedzić firmę Mivardi i zdobywać nowe doświadczenie u boku Josepha Konopaska i Petra Klaska. Będąc już w drodze do Pragi odebrałem telefon od Pawła Wlazło; cyt. „…zapisać cię na niedzielne zawody na żeraniu? …warto, bo jest fajne łowienie i sporo ryb”. Tak więc zamiast przez Sochaczew do domu wracałem przez Aleksandrów i Kanał Żerański.

IMG_5059

Z Ostrawy miałem dość kilometrów, by poukładać sobie w głowie założenia na niedzielne zawody. Sporo podpowiedział mi Paweł, który w ciągu dwóch tygodni trzykrotnie startował na łowisku w Aleksandrowie.  Do kwatery w Zegrzu dotarłem w sobotę tuż przed północą. Szybko przygotowałem glinę i wymieniłem gumy w topach z 1,5 na 0,75 mm.

Na porannej zbiórce stawił się komplet zawodników tj. 53 osoby, dokładnie tyle ile mieści tamtejszy odcinek Kanału Żerańskiego. Dało się odczuć miłą i koleżeńską atmosferę. Na dobry nastrój wpływała zapewne świadomość, że ryb w łowisku nie brakuje, a pogoda jest lepsza niż ta prognozowana. Losowanie nie budziło wielkich emocji, kanał jest równy i raczej z każdego stanowiska można połowić. Ucieszył mnie fakt, że moje miejsce (nr. 29) było oddalone zaledwie o 20 metrów od „biura zawodów”.

IMG_4951

Dwie godziny jakie przewidziano na przygotowanie pozwoliły mi na skrupulatne wysondowanie łowiska. Moim zdaniem większość zawodników popełnia błąd stawiając kosz w dogodnym dla siebie miejscu bez rozpoznania struktury dna. Podanie zanęty na grząskim podłożu, czy w dołku napewno nie będzie profitem dla wędkarza.

Mimo, że wielu kolegów rozwinęło odległościówki, ja miałem ochotę pomachać pełną trzynastką. W tym roku tyczką łowiłem znacznie mniej niż wędką z kołowrotkiem. Kanał wykazywał minimalne ruchy wody, a jego głębokość była spora – oceniam, że około 3 metrów. W związku z tym topy uzbroiłem w zakresie od 0,75 do 1,5 g – oczywiście wszystkie spławiki z cienkimi antenkami.

IMG_4950

IMG_4978

Glina jaką przygotowałem składała się z 3 op. ziemi torfowej, 2 op. Argile czarnej, 1 op. Double Leam i 1 paczki suchego minerału płociowego. Całość domoczyłem do średnio-wilgotnej konsystencji, co w praktyce oznacza że równie łatwo się klei jak i rozdrabnia w dłoniach. Takie połączenie dało mi oczekiwany efekt tj. pulchny i wystarczająco ciężki nośnik zanęty i drobnych ochotkowatych. Uzyskanego mixu było o 4-5 l za dużo, ale w przeddzień zawodów nie wykluczałem jeszcze nęcenia łowiska pod drugim brzegiem kanału.

Zanętę (1,5 kg Gardon’a) namoczyłem po wejściu na stanowisko dodając uprzednio nieco czarnego barwnika.

IMG_4936

IMG_4942

IMG_4944

IMG_4945



PORADA. Jak wyglądają zanęty Mistrzów?

Fundamentem dobrego wyniku na zawodach jest niewątpliwie „technologia nęcenia”. Nie wystarczy wylepić glinę z jokersem i garścią zanęty, bo to już potrafi zrobić 90% zawodników. Warto czymś się „wyróżnić” pośród ogółu. Korzystając z bezcennej uprzejmości znakomitych i doświadczonych zawodników (z Czech i Francji) dostrzegłem pewne powtarzające się zależności. Jedną z nich jest rozrabianie i podawanie dużych objętości zanęt, które pachną… NICZYM! Zanęta płociowa Didiera Delannoy ma jałowy aromat bułki tartej, a typowa czeska „leszczówka” to bezzapachowy wytłok kukurydziany wymieszany z kaszą kukurydzianą i słodkim pieczywem. Ta ideologia szybko skojarzyła mi się z zanętami Philippe D’Heilly, którego poprosiłem o „reaktywację” swoich receptur. Od połowy sezonu stosując wyłącznie dwie pasze Filipa: Gardon i Breme zauważyłem, że w moje łowisko zazwyczaj wnęca się więcej ryb i większe niż u sąsiadów.

Skuteczność opisanej filozofii ma racjonalny i w sumie oczywisty sens. Siadając głodni do stołu wyraźnie wyczuwamy przyjemny aromat jedzenia, który dodatkowo pobudza jeszcze nasz apetyt. Nie mniej ten sam „pyszny” zapach w sytuacji, kiedy jesteśmy nasyceni zaczyna nam przeszkadzać, a z czasem wręcz drażnić! Jestem przekonany, że ryby miewają podobne zachowania. Zanęta aromatyczna szybko przywoła głodne ryby, które agresywnym żerowaniem robią „bałagan na stole”, po czym szybko i bezpowrotnie odpływają. Skutecznym rozwiązaniem stosowanym przez czołowych polskich zawodników jest znikoma ilość zanęty i przynęt w glinie. Nie mniej ta technologia ma dwie wady. Pierwsza – jest już popularna w Polsce i trudno się wyróżnić, druga – często jest ignorowana przez duże ryby.

Philippe startując przez kilka lat z powodzeniem w GPP zasłynął z tego, że potrafił wygrać sektor wrzucając do wody 3 kilogramy zanęty! Z pewnością nie byłoby to możliwe, gdyby w skład jego receptur wchodziły składniki mocno aromatyzowane.

Mieszanki trafiające do wody w czasie zawodów niemal zawsze mają wyraźny aromat, więc neutralną zanętą napewno się wyróżnimy i mamy większą szansę na końcowy sukces!



3/4 zanęty wymieszałem z 7 litrami gliny. Do uzyskanej mieszanki odmierzyłem 300 ml jokersa. Podzieliłem to na dwie porcje, a do jednej z nich dodałem pół paczki bentonitu.

IMG_4985

IMG_4991

IMG_4996

IMG_5021

Do podania z kubka przygotowałem 1 l gliny, 0,5 l zanęty 200ml jokersa, 50 ml ochotki i całość zlepiłem resztkami bentonitu i collera, które akurat miałem pod ręką. Dodatkowo na całość z kubka podałem dużą garść kasterów i pinki.

IMG_5018

Moje założenie było takie, by podać dużo jedzenia i bardzo mało donęcać. Uważam, że moja kompozycja i podanie były równie atrakcyjne dla płoci jak i leszczyków. Byłem przygotowany na każdą ewentualność.

IMG_5028

IMG_5035

O moim łowieniu nie sposób wiele napisać. Wyglądało mniej więcej tak jak na poniższym, krótkim filmiku. Pierwsze brania miałem po około 15 minutach i systematycznie do końca holowałem na przemian małe i średnie płotki.

Najlepszą przynętą były 2 ochotki lub jedna pinka na małym haczyku nr. 20 (Drennan PM Competition lub UF Pole) i żyłce fluorocarbonowej 0,08. Pewne brania notowałem wyłącznie na najlżejszym zestawie, a to czy przynęta wisiała, czy leżała na dnie nie miało znaczenia.



WSKAZÓWKA. Jaka żyłka na przyponie?

Wtrącę jako prywatną opinię, że od pewnego czasu mam przekonanie do wiązania delikatnych haczyków na żyłce fluorocarbonowej. Do przetestowania namówił mnie Didier Delannoy, który twierdzi, że w czystej i zimnej wodzie taka żyłka zwiększa częstotliwość brań. Jak odróżnić prawdziwy fluorocarbon od nylonu opisanego jako FC? Żyłka carbonowa ma bardzo niską wytrzymałość na zerwanie ze względu na brak elastyczności jaką posiada tradycyjny nylon. Nawet 0,10 przy mocnym naprężeniu powinna dość szybko „strzelić”, a 0,07 to wręcz pajęczynka. Ze względu na obniżoną moc żyłek fluorocarbonowych na najcieńszej dostępnej (0,07) wiążę wyłącznie najdelikatniejsze, druciane haczyki (22 i 24). Do 20 i 18 optymalna będzie 0,08. Oczywiście nawet na „najchudszym” FC przy zastosowaniu odpowiednio cienkiego amortyzatora wyholujemy bez kłopotu 1-2kg leszcza. Podsumowując zastosowanie fluorocarbonu ma sens wyłącznie w bardzo czystej lub zimnej wodzie i nic nam nie pomoże jeśli uwiążemy na nim zbyt toporny haczyk.



W połowie zawodów pogoda wyraźnie się popsuła, zrobiło się zimniej i zaczął padać deszcz. U większości zawodników brania stały się dużo rzadsze. Generalnie tego dnia ryby żerowały wyjątkowo słabo.

IMG_5064

Przyznam, że stałe przekonywanie nieufnych i odrętwiałych ryb do brania sprawiało mi dużo frajdy. Moim sposobem na nieraz ustające żerowanie było podawanie 2-3 malutkich kulek mokrej zanęty z dość wyraźną ilością jokersa. Do kubeczka trafiała również odrobina luźnej pinki.

IMG_5082

Satysfakcja z łowienia i dobra taktyka pomogły mi wygrać nie tylko sektor, ale i całe zawody. Na końcową radość złożyło się około 100 ryb i 6460 pkt. wagowych.

Wyniki zawodów opublikowano na forum wyczynowym>

Kacper Górecki

stopka informacyjna
© 2017 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS