Działy tematyczne

Tubertini Day 2017 / Fotorelacja

8 listopada 2017 Zawody

Nasz wędkarski debiut na włoskiej ziemi jest w mojej pamięci wciąż świeżym wspomnieniem, a teraz mamy już za sobą cztery kolejne edycje Italian Master i Tubertini Day. Zapewne większość z Was widziała relację filmową z naszego udziału w Italian Master 2017 i wie, że tym razem w wymiarze sportowym stanęliśmy po stronie przegranych.

Nasze wnioski po porażce były dość zróżnicowane. Jako uzupełnienie filmu dodam, że Zbyszek i Radek zbyt pochopnie zrezygnowali z metody odległościowej, która była konieczna do zwycięstwa w ich sektorze. My natomiast zmarnowaliśmy czwartkowy trening poświęcając się właśnie odległościówce – nieefektywnej na naszym odcinku kanału. W sobotnie popołudnie wykazywaliśmy pewne rozbieżności odnośnie przyczyn naszego niepowodzenia. Ja uważałem, iż albo trafiliśmy na nienęcone dzień wcześniej stanowisko, albo nasza technologia nęcenia była zupełnie nietrafiona. Paweł bardziej skłaniał się w kierunku techniki łowienia i budowy zestawów.

Odpowiedź na nasze wątpliwości miała nadejść dzień później, podczas Tubertini Day. Zawody w kolorze wszechobecnej żółci odbywały się dokładnie na tym samym odcinku kanału, na którym wędkowaliśmy podczas Italian Master tzw. Ostellato Vecchio.

Na 3-kilometrowym pasie niedzielnych zmagań los posadził nas dosłownie 60 metrów w lewo od naszego sobotniego stanowiska. Zbyszek i Radek byli od nas oddaleni niemal o dwa kilometry!

Podczas gruntowania okazało się, że w przeciwieństwie do soboty nasze stanowisko miało typowe dla tego łowiska ukształtowanie dna tj. 20. cm kant na 8-9 metrze, a dalej było już bardzo równo.

Mimo, iż wszyscy dookoła rozłożyli wędki w pełnym zasięgu to uznaliśmy, że przy tak drobnym rybostanie i stałej głębokości śmiało możemy z naszych tyczek ująć po jednym elemencie.

Pierwszy raz łowiąc w systemie boksów zdecydowaliśmy się zastosować różne mieszanki. Paweł użył ziemię pozostałą z sobotnich zawodów, ja natomiast przygotowałem zupełnie inną, znacznie cięższą i jaśniejszą glinę (2 cz. Argile jasna, 1 cz. Double leam, 1 cz. Ziemi torfowej).

Obaj zastosowaliśmy mniej zanęty w kulach (1 l na 5 l gliny), niezmienna pozostała natomiast niewielka ilość jokersa, którą uważaliśmy za pewnik.

Ze względu na zadziwiająco delikatne brania (biorąc pod uwagę ilość ryb), zastosowaliśmy najbardziej czułe spławiki jakie ze sobą zabraliśmy (model GT3). Tamtejsze ryby, a właściwie rybki, po przechwyceniu przynęty jakby pozostawały w bezruchu, jedynie delikatnie unosiły się do góry. Do takiej anemicznej „wystawianej”sygnalizacji idealnie nadają się spławiki o gruszkowatym korpusie i bardzo cienkiej antenie.

Podobnie jak na ostatnim filmie z Italian Master, tak i teraz trudno jest rozwodzić się nad samym wędkowaniem podczas Tubertini Day. Ze względu na brak jakichkolwiek nadziei na bonusy i niezwykle jednorodną drobnicę, miało ono charakter sportowy o znikomych doznaniach emocjonalnych. Liczyła się tylko skuteczność!

W niedzielę o ryby było trudniej, co przy tak wielkiej presji wydaje się sprawą naturalną. Mimo, iż od pierwszego wstawienia w miarę regularnie odławialiśmy srebrzyste skalarki to nasi sąsiedzi mieli z tym duży problem.

Co ciekawe w moim łowisku przez większość czasu ryb było wyraźnie więcej niż u Paweta. W pełni nie oddała tego nasza końcowa statystyka: Kacper 85 ryb / Paweł 75 ryb. Gdyby to Pawet siedział na moim koszu jestem pewien, że dysproporcja byłaby znacznie większa. Uważam, że z mojego łowiska spokojnie wyjąłby o 20-30% więcej. Podczas całego pobytu w Italii moja dyspozycja sportowa była na bardzo niskim poziomie. Stan zapalny w lewej ręce sprawił, że moje ruchy były wolne, a technika gorsza niż u nowicjusza.

Kolejną ciekawostką może być fakt, że sumarycznie złowiliśmy dokładnie tyle samo ryb co dzień wcześniej tj. 160 (Kacper 70 / Paweł 90), które co do grama dały nam ten sam wynik wagowy 6840g !!! Jednak niedzielne 6840 przyniosło pewne sektorowe zwycięstwo i najlepszy wynik na ponad dwóch kilometrach łowiska. Dopiero zwycięzcy czterech ostatnich i zarazem najrybniejszych sektorów uzyskali lepsze wyniki wagowe. Wśród nich były dwie inne polskie pary z drużyny Fishing Team Poland, która dzień wcześniej zwyciężyła Italian Master!

Bartek i Mateusz do swojego sobotniego sukcesu dołożyli zwycięstwo w Tubertini Day, natomiast Artur i Kuba uplasowali się na 3 miejscu. Tym samym potwierdzili, że kanał w Ostellato rozpracowali lepiej niż perfekcyjnie, brawo i jeszcze raz gratuluję! Dla nas pozostała ogromna satysfakcja z 5 miejsca i tego, że to już czwarta edycja Tubertini Day, w której pozostajemy niepokonani i plasujemy się w ścisłej czołówce: 2014 r – 12 miejsce na 148 par / 2015 r – 5 miejsce na 82 pary / 2016 r – 6 miejsce na 80 par / 2017 r – 5 miejsce na 140 par. Mimo, iż za każdym razem pewnie zwyciężaliśmy swoje sektory to jeszcze nigdy nie trafiliśmy na najrybniejszą strefę. Kto wie, może już za rok?

Glauco Tubertini przed wręczeniem nagród dla najlepszych pięciu par niedzielnych zawodów z uśmiechem na twarzy wtrącił, cytuję: „e ora la classificazione polacca” („a teraz polska klasyfikacja”). Trzy nasze ekipy w ścisłej piątce tak dużej wędkarskiej imprezy bez wątpienia buduje uznanie dla polskiego spławika. Już w relacjach z poprzednich lat podkreślałem, że nasi włoscy koledzy darzą „polakko” dużym szacunkiem i przede wszystkim wyraźnie odczuwalną sympatią.

Wyniki sektorowe Tubertini Day 2017

Klasyfikacja generalna Tubertini Day 2017


Wypada mi jeszcze wspomnieć o występie drugiej naszej pary podczas Tubertini Day. Najlepiej Ich rezultat oddadzą słowa wypowiedziane przez Zbyszka bezpośrednio po zawodach, cyt. „Radek zajął 2 miejsce w sektorze(…)”. Nasz Mentor poniekąd zmęczony trzema dniami łowienia drobnicy postanowił zaryzykować i zapolować odległościówką na duże ryby. Ryzyko nie opłaciło się. Zbyszek złowił jedynie 5 małych leszczyków. Fakt, że Radek niemal w pojedynkę wygrał sektor świadczy o dobrej taktyce, która była taka sama jak ta zastosowana pod moją tyczką.

Zwycięstwa potrafią zgubić, a porażki uczą najwięcej – tak bym podsumował nasz tegoroczny udział na największych europejskich zawodach spławikowych. Dotychczasowe sukcesy uśpiły naszą koncentrację, a ostatnie niepowodzenie pozwoliło nam to dostrzec, zrozumieć i miejmy nadzieję uniknąć podczas przyszłorocznych Italian Master 2018.

Kacper Górecki

stopka informacyjna
© 2017 Górek-Gliny – Artykuły, porady, zawody, fotorelacje
Projekt i realizacja DEOS